Feyenoord pewnie pokonał wczoraj FC Groningen 4:1, a jednym z najważniejszych wydarzeń spotkania był powrót do gry Ramiza Zerroukiego, który przez kilka miesięcy zmagał się z kontuzją. Algierczyk nie krył radości z powrotu na boisko.
— To wspaniałe uczucie być z powrotem, bo na to pracowałem przez długi czas — przyznał w rozmowie z Feyenoord ONE. — Gdy ten moment wreszcie nadchodzi, czujesz się jak dziecko, które znowu może wybiec na podwórko. Myślę, że wniosłem do gry sporo energii. Po trudniejszym fragmencie musieliśmy odzyskać kontrolę nad meczem – i wydaje mi się, że całkiem dobrze nam się to udało.
Zerrouki nie tylko wniósł ożywienie po wejściu z ławki, ale także zanotował asystę przy golu Paixão. — Już przed podaniem liczyłem, że uda mi się wprowadzić go w dogodną pozycję strzelecką, ale asysta zawsze cieszy — przyznał. — Bardzo brakowało mi gry w piłkę. Gdy jesteś kontuzjowany, spędzasz godziny w siłowni, a przez okno patrzysz na boisko i myślisz: „Chcę tam być, chcę znowu grać” — dodał pomocnik.
Wchodząc na murawę, Zerrouki mógł obserwować świetną skuteczność swoich kolegów. — Wiemy, na co stać Igora i Anisa, więc cieszy mnie, że pokazali swoją klasę. Gdybym miał wybierać, wskazałbym na trafienie Igora — stwierdził. Mimo ogromnej radości z powrotu, jego myśli podczas wejścia na boisko były skupione wyłącznie na meczu. — W takiej chwili nie ma miejsca na sentymenty – jesteś w pełni skoncentrowany, zwłaszcza gdy wynik nie jest jeszcze przesądzony. Dopiero po końcowym gwizdku możesz spojrzeć wstecz i pomyśleć: „O to walczyłem, do tego dążyłem” — podkreślił.
Zerrouki nie ukrywa, że wiele zawdzięcza współpracy z Robinem van Persiem, który obecnie pełni rolę trenera napastników w Feyenoordzie. — Dużo rozmawialiśmy. Jasno określa, czego oczekuje od każdego zawodnika, i to mi się podoba. Wiem dokładnie, jakie wymagania stawia przede mną na mojej pozycji — powiedział. — Muszę być dostępny do gry między liniami i skutecznie bronić. To są dwa kluczowe elementy, które muszę utrzymać w swojej grze.
Komentarze (0)